Droga świadoma mamo!

Obserwuję Cię od dawna. Decydujesz się na coaching ze mną, żeby zmieniać swoje schematy działania i ograniczające przekonania, lepiej poznać świat swoich emocji i poprawić jakość relacji z Twoimi dziećmi. Przychodzisz na moje warsztaty i wykłady na temat rodzicielskiego stresu i samoregulacji. Czytasz moje wpisy na blogu , komentujesz je i wysyłasz do mnie pełne osobistych refleksji wiadomości prywatne. Uczestniczysz w niezliczonych dyskusjach w rodzicielskich grupach na Facebooku. Czytasz tonę książek o różnych aspektach rodzicielstwa i o tym, jak wspierać dzieci, aby wyrosły im skrzydła. Przeżywasz mnóstwo dylematów w roli matki i kobiety łączącej różne życiowe role.

Towarzyszysz swoim dzieciom, podążasz za nimi i uważnie obserwujesz ich rozwój. Kiedy zauważasz, że przeżywają trudności, nie spoczniesz, dopóki nie znajdziesz najlepszego sposobu wsparcia ich. Jeśli trzeba, zgłaszasz się do profesjonalistów: lekarzy,  rehabilitantów, specjalistów w zakresie integracji sensorycznej, psychologów. W domu skrupulatnie realizujesz ich zalecenia, wplatając nie zawsze przyjemne ćwiczenia w codzienne czynności i zabawę. Dbasz o zdrową dietę oraz odpowiednią dawkę ruchu i stymulacji intelektualnej i wielozmysłowej. Stajesz na głowie, aby Twoje dziecko miało optymalne warunki rozwoju.

Wierzysz, że nie ma niegrzecznych dzieci i masz świadomość, że każde niewłaściwe zachowanie wynika z trudnych emocji, a te – z niezaspokojonych potrzeb. Stawiasz na wychowanie bez nagród i kar, które wspiera wewnątrzsterowność i karmi poczucie własnej wartości dziecka. Traktujesz swoje dzieci podmiotowo, z szacunkiem należnym odrębnemu małemu człowiekowi. Dajesz im przestrzeń i bezwarunkową miłość. A przynajmniej tak jest przez większość czasu, bo zdarza się, że…

Zdarza się, że zachowujesz się niezgodnie ze swoimi wartościami i ideałami. Kaliber Twoich „występków” bywa różny: może dajesz dziecku klapsa, może przytrzymujesz je mocniej, niż to jest niezbędne dla ochrony jego życia i zdrowia, może wykrzykujesz raniące słowa, może straszysz, szantażujesz, obrażasz się, gderasz, a może obiecujesz, że jeśli zje zupę, dostanie czekoladę. Dzieje się to wtedy, kiedy Twoje napięcie i obciążenie stresem wzrastają ponad poziom krytyczny, powyżej którego kora nowa Twojego mózgu nie działa w pełni sprawnie: samokontrola „puszcza”, a Twoim zachowaniem rządzą schematy zakodowane na wczesnym etapie Twojego życia. Otwierasz usta i, choć tego nie chcesz, komunikujesz się mało wspierający sposób: „Dlaczego ty znowu…?”, „Czy ty nigdy nie możesz…?”, „Masz natychmiast założyć buty, bo jak nie, to…!”.

Kiedy Twoje emocje opadną, odczuwasz ogromny wstyd. Przepraszasz dziecko, wyjaśniasz mu, co się z Tobą działo i postanawiasz poprawę: będziesz jeszcze lepszą, cierpliwszą matką. Powodowana wyrzutami sumienia, przesuwasz wtedy swoje granice czy też nie komunikujesz ich dziecku. W pewnym momencie Twoje napięcie znów przekracza krytyczny poziom i znów popełniasz macierzyńskie „wykroczenie”, i znów pojawia się wstyd i mocne postanowienie poprawy…

Uderza mnie to, jak bardzo się obwiniasz i jak wymagająca jesteś wobec samej siebie. Bez końca wyrzucasz sobie swoje matczyne potknięcia, analizując, co poszło nie tak. Twój krytyk wewnętrzny wygłasza mniej więcej takie przemowy: „Przecież przysięgałaś sobie, że stworzysz rodzinę, w której dzieci czują się ważne i kochane i że nigdy, przenigdy nie powtórzysz błędów i wpadek twoich rodziców. Przecież tyle czytasz, chodzisz na warsztaty dla rodziców, robisz kursy online. Przecież wiesz, jaką mamą chcesz być i jesteś bardzo zmotywowana. Wiesz to wszystko, a jednak znów nawaliłaś. Co się z tobą dzieje? Nie ogarniasz tego całego macierzyństwa. Biedne te twoje dzieci.”

Wiesz, co Ci umyka? To, że nie jesteś dzbanem bez dna. Nie można z ciebie bez końca nalewać zasoby małym istotkom, których potrzeby wydają się nie mieć końca, a emocje są rozbuchane i silnie przez Ciebie odczuwane. A może wcale Ci to nie umyka, może Twoja głowa to wie dzięki tym wszystkim książkom i warsztatom, ale nie umiesz tego przekuć w zmianę zachowania? Tak bardzo dbasz o swoje dziecko – a jak dbasz o swoją siebie? Może warto byłoby trochę bardziej zająć się sobą, tą małą dziewczynką w sobie, której potrzeby i emocje niekoniecznie były ważne dla rodziców i opiekunów i której potrzeby teraz są nadal na drugim albo wręcz na ostatnim miejscu…?

Jeśli chcesz pochylić się nad sobą, nad własną samoregulacją, to rozważ proszę udział w moim webinarze „Samoregulacja wrażliwej matki”. Informacje na jego temat znajdziesz pod tym linkiem. Zapraszam Cię serdecznie, ale też zachęcam, żebyś dobrze rozważyła, czy na pewno potrzebujesz kolejnej ekspertki, która opowie Ci, jak możesz nad sobą pracować. Może wcale tego nie potrzebujesz, bo przecież…

… przecież jesteś kompetentna. Jesteś mądra. Jesteś ok. Jesteś kompetentna nawet, jeśli czasem (często?) czegoś nie potrafisz, nie wiesz, nie umiesz i potrzebujesz wsparcia bliskiej osoby lub profesjonalisty. Jesteś mądra nawet, jeśli zdarza się, że Twoja intuicja Cię zawiodła i ktoś wiedział lepiej, czego potrzebuje Twoje dziecko. Jesteś ok nawet, jeśli nie zawsze postępujesz w zgodzie ze swoimi wartościami i najlepszą wiedzą. JESTEŚ. WYSTARCZAJĄCO. DOBRĄ. MAMĄ. W ogóle jesteś wystarczająco dobra taka, jaka jesteś.

Spójrz proszę w lustro i uśmiechnij się do samej siebie. A potem zastanów się, co by Ci sprawiło przyjemność i jest dostępne przy odrobinie wysiłku oraz dobrej woli osób Ci bliskich – i zrób to dla siebie. W końcu dziś Twoje święto!