utworzone przez DyleMatka | wrz 16, 2018 | narzędzia rodzica, refleksje nad rodzicielstwem, rozwój osobisty, Self-Reg
Pytacie mnie ostatnio, jak odnaleźć spokój w sytuacji przewlekle podwyższonego stresu.
Opisujecie przeróżne sytuacje, do których należą między innymi:
- trzecia ciąża w relatywnie krótkim czasie po dwóch poprzednich;
- mąż pracujący od rana do nocy i brak wsparcia innych dorosłych;
- napięta sytuacja w pracy;
- powiększająca się dziura w domowym budżecie;
- wymagające dziecko z utrzymującym się tygodniami i miesiącami silnym lękiem separacyjnym;
- potężne rozczarowanie kimś, komu się zaufało;
- dziecko miesiącami budzące się każdej nocy po kilkanaście razy;
- rozregulowane dziecko wielkim krzykiem domagające się piersi kilkadziesiąt razy w ciągu dnia;
- dziecko porozumiewające się głównie za pomocą jęków, krzyków albo przeraźliwego pisku;
- dziecko gryzące rodzeństwo i rodziców w chwilach silniejszych emocji lub zmęczenia;
- zbliżająca się operacja dziecka;
- dziecko chorujące praktycznie bez przerwy od jesieni do wiosny;
- wojny między starszym a młodszym dzieckiem.
Wszystkich tych sytuacji doświadczyłam na którymś etapie mojego potrójnego macierzyństwa. Łączy je przewlekle podwyższone napięcie połączone z przewlekle obniżoną energią, czyli stan określany jako czarny kwadrant macierzy Thayera, zwany też czarną dupą.
Co mi pomaga, kiedy wiem, że w najbliższym czasie nie mam szans na redukcję stresu i porządną regenerację (kroki trzeci i piąty Self-Reg)?
Zanim odpowiem, spróbujcie sobie uświadomić, jakie myśli krążą Wam po głowie w tego typu sytuacjach.
„Kiedy to się skończy?”,
„Nie wytrzymam tego dłużej”,
„Co za koszmar”,
„Nie ogarniam”,
„Jestem beznadziejna”,
„Jestem w czarnej dupie”,
„Moje życie jest do kitu”,
„Dlaczego akurat mnie się to przydarza?”,
„To dziecko jest okropne”
– czy coś z tego brzmi znajomo? Jeśli nie, to serdecznie Wam gratuluję: nie dokładacie sobie cierpienia do bólu myślami-zapalnikami. A jeśli tak, to… doskonale Was rozumiem, bo też tak miewam – coraz rzadziej, właściwie już bardzo rzadko, od kiedy stosuję Self-Reg. To na kursie online Natalii Fedan „Odstresowany rodzic” odkryłam, że myśli-zapalniki to dla mnie najsilniejszy ze wszystkich stresorów – tak, silniejszy niż wszystkie te, które wymieniłam w poprzednim akapicie! Dopiero pod wpływem tych myśli widzę daną sytuację jako przytłaczającą.
Zapewne już się domyślacie, co mi pomaga:
samoregulacja w obszarze poznawczym, a konkretnie zastąpienie tych myśli bardziej sprzyjającymi. Moja ulubiona myśl, którą powtarzam jak mantrę, brzmi: „To minie. To minie. To minie”. Wdech, wydech. To minie. Cytując Jerzego Stanisława Leca: „Wszystko mija, nawet najdłuższa żmija”. Nawet kiedy żmija wydaje się nie mieć końca, ten jednak prędzej czy później następuje. Kiedy więc jest mi ciężko albo oczekuję na jakieś trudne doświadczenie (jak dziś – operacji Małego jutro rano), próbuję przypomnieć sobie tego typu sytuacje z przeszłości, posiłkując się moimi dziennikami i zapiskami na Facebooku.
Zawsze stwierdzam, że te wspomnienia nie wzbudzają już we mnie silnych emocji, a po burzy zawsze pojawiało się słońce. Jutro po południu Mały będzie w domu, po operacji. Za kilka tygodni Malutkiemu wyrżną się ostatnie zęby mleczne i przestanie traktować nocą moje piersi jak gryzaki. Za jakieś dwa lata Mały zacznie mówić ciszej, zamiast wykrzykiwać wszystko donośnym głosem (Duży niedawno zaczął), a Malutki przestanie reagować przeraźliwym piskiem na każdą frustrację (Mały jakiś czas temu przestał). Mąż niedługo dokończy wszystkie projekty w miejscu pracy, z którego odchodzi i przestanie pracować po kilkanaście godzin dziennie. Już za pół roku znów będzie wiosna. I tak dalej, i tak dalej, i tak dalej. Koniec żmii kiedyś nastąpi.
Może to, czym dzielę się dziś z Wami, to oczywista oczywistość.
Jednak mnie powtarzanie w myślach „To minie” zamiast myśli-zapalników bardzo pomaga. Jeśli choć jednej osobie spośród Was także pomoże, to uznam, że warto było spędzić chwilę przy komputerze.
utworzone przez DyleMatka | sie 24, 2018 | narzędzia rodzica, refleksje nad rodzicielstwem, Self-Reg
Jakiś czas temu przeczytałam moje dzienniki z okresu liceum i pierwszych lat studiów.
To dla mnie fascynujące źródło wiedzy o mnie samej sprzed lat, ale też o świecie sprzed dwóch dekad, różniącym się bardzo od dzisiejszego. Najbardziej uderzającą różnicą jest to, że wówczas żyłam bez urządzeń z ekranami (innych, niż telewizor, który włączałam sporadycznie). Nie miałam komputera ani, oczywiście, telefonu komórkowego; nie umiałam wysłać e-maila czy SMS-a, surfować w Internecie, rozmawiać z kimś inaczej niż w cztery oczy lub przez telefon stacjonarny. Dlaczego o tym piszę akurat teraz? Bo ostatnio bardzo boli mnie to, że moje życie towarzyskie toczy się głównie w świecie wirtualnym. Z zabieganymi, mieszkającymi daleko przyjaciółkami i dobrymi znajomymi „rozmawiam” głównie przez mail i Messenger, a na Facebooku dyskutuję nierzadko z obcymi ludźmi.
Dlaczego tak boli mnie to, że większość moich kontaktów z innymi dorosłymi ludźmi odbywa się w wirtualnym świecie?
Ponieważ w ostatnich miesiącach bardzo rozwinęłam świadomość swoich potrzeb, emocji, odczuć w ciele i trudno mi nie zauważyć, jak kojąco wpływa na mnie kontakt twarzą w twarz z życzliwymi ludźmi – i jak bardzo usycham na co dzień, kiedy te kontakty odbywają się głównie drogą cyfrową. Ponadto wiem jako ekspertka Self-Reg, że nie jest to tylko moja indywidualna właściwość. Człowiek do dobrej samoregulacji potrzebuje fizycznej obecności drugiego człowieka, oczywiście o ile ten drugi jest raczej spokojny, niż nadmiernie pobudzony i raczej pozytywnie, niż negatywnie nastawiony do rzeczywistości.
Nasze mózgi od narodzin karmią się bliskością z drugim człowiekiem.
„Karmią się” używam tu w metaforycznym znaczeniu; powinnam raczej napisać: „rozwijają się w diadzie”, czyli w parze z najważniejszą osobą odniesienia. Jak sygnalizowałam w poście Jak kształtujemy mózgi naszych dzieci, noworodki i niemowlęta do właściwego rozwoju potrzebują kojącego dotyku i kontaktu wzrokowego z opiekunem. Wskazuje na to nie tylko tzw. doświadczenie anegdotyczne, ale też wiele badań naukowych. Jednak dotyk drugiego, przyjaźnie nastawionego człowieka, jego życzliwe spojrzenie, głos pełen zainteresowania to coś, co nas buduje i wzmacnia przez całe życie. Oprócz najmłodszych dzieci jest to szczególnie istotne w przypadku nastolatków, które szukają bliskości fizycznej na wszelkie sposoby (czasem nieadaptacyjne, jak agresja fizyczna lub przypadkowe kontakty seksualne) oraz osób w podeszłym wieku, które dosłownie więdną w samotności.
Człowiek jest zwierzęciem stadnym, nasze mózgi potrzebują innych mózgów.
Świat wirtualny to tylko namiastka, choć czasem i ona potrafi nas wesprzeć. Być może znacie przysłowie afrykańskie, które mówi, że potrzebna jest cała wioska, aby wychować dziecko. W świecie rzeczywistym nie mam niestety „wioski”, czyli grupy podobnie myślących osób, z którymi mogłabym dzielić codzienność, w tym także opiekę nad moimi i ich dziećmi. Codzienna logistyka bywa trudna przy trójce małych dzieci, choć już jako mama jednego malucha czułam się odizolowana od innych dorosłych poza Mężem, który wychodził do pracy, kiedy Duży i ja jeszcze spaliśmy i wracał po 12-14 godzinach, kiedy Duży już spał.
Ta samotność, wynikająca trochę z obecnego modelu życia w wielkim mieście, a trochę z mojego introwertyzmu, niewątpliwie przyczyniła się do rozwoju mojej depresji poporodowej. Od pewnego czasu mam natomiast życzliwą mi wioskę na Facebooku: tajną grupę ponad 40 kobiet, które niemal trzy lata temu postanowiły codziennie zapisywać swoje małe i wielkie powody do szczęścia, aby zmienić swoje postrzeganie świata (pisałam o tej metodzie pracy nad negatywnym zniekształceniem poznawczym w poście Jak zmienić bieg rzeki). Zresztą Was, czytelników mojego bloga i fan page’a na Facebooku, też traktuję jako taką wioskę! Czasem ratujecie mnie przed popadnięciem w obłęd w moich czterech ścianach i za to Wam dziękuję.
Dostaję od Was sygnały, że i Wy polegacie na wirtualnych „wioskach”, a w świecie rzeczywistym jesteście raczej osamotnieni.
Czasem jest to samotność w tłumie. W Waszej okolicy mieszkają rodziny z dziećmi hołdujące innym zasadom, niż te, które są dla Was ważne, a Wasze rodziny pochodzenia albo mieszkają daleko, albo nie rozumieją Waszego podejścia do wychowania dzieci. Mnie też to dotyczy w dużej mierze. Ostatnio jednak podejmuję wysiłek zmiany moich nawyków, aby częściej spotykać się w realu z mieszkankami mojej wirtualnej wioski i ich rodzinami. Poza tym udało mi się nawiązać relacje z mamami trzech kolegów Dużego; ależ trudno mi było zadzwonić do nich i zaprosić do naszego domu! Telefon do obcej osoby to dla mnie ogromny stres, ale warto było się przełamać. Teraz czeka mnie początek nauki szkolnej Dużego i wzajemne poznawanie się i dzieci, i rodziców. Postaram się być bardziej aktywna, niż w okresie przedszkolnym.
Co robić, jeśli nasze wysiłki zbudowania „wioski” w realu przynoszą rozczarowujące efekty?
Bardzo Wam polecam udział w warsztacie umiejętności rodzicielskich lub grupie wsparcia dla rodziców. Dla mnie to doświadczenie okazało się jednym z najcenniejszych na mojej macierzyńskiej drodze. Uczestniczyłam swego czasu w warsztatach fundacji RoRo oraz w szeregu warsztatów oferowanych przez fundację Sto Pociech. Te ostatnie były dla mnie tak budujące, że na początku bieżącego roku zapisałam się do stupociechowej Szkoły prowadzenia grup wsparcia dla rodziców, aby lepiej prowadzić warsztaty z Self-Reg. Przyszłam tam po wiedzę („kserówki”, jak wyraziła się jedna z uczestniczek), a dostałam coś znacznie cenniejszego: wioskę, w której nikt nikogo nie ocenia ani nie udziela rad, nieproszony.
W codziennym życiu takie wioski bardzo trudno zbudować, bo większość z nas jest przyzwyczajona do komunikacji, która często zamyka, zamiast otwierać, a czasem wręcz obciąża, zamiast pomagać. W grupie wsparcia prowadzonej przez wykwalifikowanych, stale szkolących się i poddających się superwizji trenerów ci ostatni dbają o to, aby osoba „pracująca”, czyli dzieląca się swoimi trudnościami z grupą, została wysłuchana i obdarowana opowieściami o tym, co pomogło innym uczestnikom w podobnych okolicznościach. Magia takiej grupy polega na tym, że osoba „pracująca” może wziąć z tych historii to, co chce i najczęściej znajdzie w nich coś, co ją wzmocni i uskrzydli. Kto nie doświadczył tak wspierającej obecności grupy wrażliwych ludzi, ten nie uwierzy w tę magię, dopóki jej nie odczuje na własnej skórze. Gorąco Wam polecam zarówno udział w grupach wsparcia, jak i tej konkretnej szkole. To nie jest wpis sponsorowany, lecz podyktowany wdzięcznością. Dziękuję Wam Janko, Kasiu i Krzysztofie, za to doświadczenie!
Zdjęcie wykorzystane w tym wpisie: „Himba women in Namibia, Jako village” (CC BY-NC-ND 2.0) by Globe Trotting
utworzone przez DyleMatka | lip 15, 2018 | rozwój dziecka, Self-Reg
W miniony piątek po raz ostatni wyszłam z przedszkola Dużego i od tej pory czuję smutek i nostalgię.
Skończyła się jakaś epoka: mam już dziecko, które po wakacjach będzie uczniem. To ważna cezura w życiu Dużego – jak mój powrót do pracy po pierwszym urlopie macierzyńskim i wychowawczym, jak narodziny jego młodszych braci i jak początek jego edukacji przedszkolnej. Dotarło to do mnie w pełni, dopiero kiedy opróżnialiśmy szafkę i szuflady Dużego i żegnaliśmy się z wychowawczyniami, koleżankami i kolegami. Sam Duży przeżywał koniec tej epoki już miesiąc temu. Odbyła się wtedy uroczystość zakończenia roku przedszkolnego, a dzień wcześniej – spotkanie informacyjne w jego przyszłej szkole. „Mamo, ja nie chcę być duży! Teraz tylko szkoła, potem studia i praca aż do emerytury!” – taka była jego reakcja. Cóż, trudno mu całkowicie odmówić racji…
Oprócz smutku i nostalgii czuję też nieco niepokoju i lęku przed nieznanym.
Zmiany zwykle wywołują we mnie mieszankę uczuć: lęk i entuzjazm, niepokój i ekscytację. Tym razem niewiele mam w sobie tych przyjemnych emocji (napisałabym „pozytywnych”, gdyby nie to, że każda emocja jest potrzebna, bo każda mówi nam o tym, czy nasze ważne potrzeby zostały zaspokojone). Zbyt wiele słyszałam o różnego rodzaju trudnościach szkolnych dzieci moich znajomych i dyscyplinującej, często sztywnej postawie wielu nauczycieli. Staram się wyregulować te emocje i pracować nad niesprzyjającymi przekonaniami i jestem przekonana, że mi się to uda, bo…
Nadziei dodaje mi niedawne spotkanie z przyszłą wychowawczynią Dużego.
Powiedziała nam, rodzicom, coś takiego: „Pierwsze kilka miesięcy to będzie czas adaptacji. Najważniejsze, żeby dzieci poczuły się ze mną bezpiecznie i żebyśmy zaufali sobie wzajemnie”. To czysty Self-Reg! Akurat tydzień wcześniej na szkoleniu MEHRIT Centre dla facylitatorów Self-Reg motywem przewodnim modułu był cytat ze Stuarta Shankera, twórcy tej metody, który przedstawiam na grafice powyżej: „Aby uczyć, musisz mieć relację z dzieckiem. Ale najpierw mózg społeczny musi być online.” Co to znaczy?
Jak pisałam ponad rok temu, mózgi dzieci kształtują się (całkiem dosłownie: tworzą się w nich połączenia neuronalne) w relacji z ważnymi opiekunami.
Dziecku, które w szkole nie czuje się bezpiecznie, trudno jest wykorzystać swój potencjał. Zależnie od swoich uwarunkowań, może zachowywać się ulegle albo wręcz przeciwnie, buntowniczo. Może uczyć się pilnie ze strachu przed karą, lecz nie będzie to nauka efektywna ani przyjemna. Może też przywdziać maskę „mam to w nosie” i wejść w rolę klasowego błazna lub łobuza. (Swoją drogą, jakiś czas temu bardzo mnie poruszyły mnie słowa Stuarta Shankera, że jeśli dziecko mówi ważnemu, strofującemu go opiekunowi buntowniczym głosem „Nic mnie to nie obchodzi”, to taki komunikat należy rozumieć: „Obchodzi mnie to tak bardzo, że nie dam sobie rady bez wsparcia”.) Widząc taką postawę, dorośli miewają tendencję do mocniejszego przykręcania dziecku śruby. W efekcie zwiększają stres dziecka, a niepożądane zachowania nie znikają, a wręcz mogą się nasilać.
W naszym społeczeństwie dominuje dyscyplinujące podejście do wychowania i nauczania, mające na celu osiągnięcie posłuszeństwa nawet kosztem relacji.
Większość czasu spędzam w szklanej bańce: wśród podobnie myślących rodziców, przyjaciół i znajomych, a także tysięcy osób na Facebooku, którym bliskie jest podejście Self-Reg. Kiedy jednak wychodzę z tej bańki, widzę, że wielu dorosłych rozumie troskę o dzieci jako ich dyscyplinowanie. W czerwcu wiele stresu kosztowała mnie dyskusja z kobietą, która na festynie z okazji Dnia Dziecka w parku dawała raz po raz klapsy swojemu synkowi, bo ten narzekał na długie czekanie w kolejce. To była kobieta wykształcona (nawet rozzłoszczona posługiwała się wyszukanym słownictwem), młoda i zadbana, bez śladów wskazujących nadużywanie substancji psychoaktywnych. Przyszła z dzieckiem na festyn, więc dba o nie, kocha.
Była wściekła i oburzona nie z powodu zachowania synka (klapsy wymierzała mu spokojnie i metodycznie), lecz dlatego, że nazwałam jej klapsy biciem i twierdziłam, że łamie tym prawo. „Proszę pani, dzieci wychowywane bezstresowo stają się mordercami, powodzenia w wychowywaniu pani dzieci”. „Proszę ze mnie nie kpić, że biję człowieka. Tam na straganie ktoś kradnie cukierki, niech się pani tym zajmie, skoro pani chce ścigać przestępców. Mój syn ma zły humor, zasługuje na skarcenie”. Opisujący to wydarzenie post na moim fan page na Facebooku (z 4 czerwca) został wyświetlony 60 tysięcy razy i wywołał burzę komentarzy, a zatem jest to poruszający serca temat. Na szczęście większość biorących udział w dyskusji opowiedziała się przeciw klapsom jako metodzie wychowawczej. Tym po drugiej stronie barykady polecam lekturę artykułu przytaczającego wyniki badań: klapsy nie tylko mają negatywny wpływ na zachowania i osiągnięcia dzieci w dłuższej perspektywie, ale też są po prostu nieskuteczne jako narzędzie wychowawcze.
Bardzo leży mi na sercu to, żeby rodzice i nauczyciele widzieli w dzieciach istoty z gruntu dobre, a ich trudne zachowania postrzegali przez pryzmat stresu.
Dlatego wraz z self-regowym teamem będę nadal realizować naszą misję, którą jest przybliżenie tego podejścia szerokiemu gronu odbiorców. Natalia Fedan dziś wróciła z Kanady, gdzie przy okazji uczestnictwa w dorocznym sympozjum Self-Reg rozmawiała ze Stuartem Shankerem właśnie o naszej misji i strategii. Pomagajcie nam, proszę, w ich realizacji: my jako ekspertki Self-Reg tworzymy zmarszczki na oceanie samokontroli, a Wy zmieniajcie je w fale, które będą sięgać coraz dalej i zmieniać rzeczywistość.
Źródło grafiki: https://self-reg.ca/self-reg/graphics/
utworzone przez DyleMatka | lip 5, 2018 | historie z życia, Self-Reg
W najnowszym wydaniu magazynu dla rodziców „Splot” ukazał się wywiad ze mną, dostępny pod tym linkiem (od strony 49, czyli 51 pdf-a). Temat – a jakże, Self-Reg. Może macie ochotę przeczytać?
utworzone przez DyleMatka | cze 29, 2018 | historie z życia, Self-Reg
Jestem Facylitatorką Self-Reg certyfikowaną przez MEHRIT Centre!
Przed chwilą opublikowałam ostatnią z moich 72 refleksji na szkoleniu Self-Reg na poziomie 2, kończąc to szkolenie jako jedna z pierwszych osób w Europie. Nie otrzymałam jeszcze certyfikatu, ale zakładam, że go dostanę, skoro Susan Hopkins, dyrektor zarządzająca MEHRIT Centre i prawa ręka Stuarta Shankera, napisała mi, że jestem prawdziwym self-regowcem i cieszy się, że „ma mnie” po drugiej stronie oceanu i szerzę wiedzę o tym podejściu w Polsce.
Ze względu na nadmiar obowiązków, które na siebie wzięłam zaniedbałam trochę Was, czytelników mojego bloga.
Zdumiało mnie dziś, że ostatni wpis na blogu opublikowałam aż pięć tygodni temu. Potem jednak przypomniałam sobie, co wydarzyło się w ciągu tych pięciu tygodni. Co tydzień poświęcałam kilka godzin wspomnianemu szkoleniu Self-Reg. Odbyłam trzy weekendowe zjazdy na moich studiach coachingowych, każdy okupując silnymi emocjami i zmianą postrzegania rzeczywistości. Napisałam trzy krótkie prace zaliczeniowe i zdałam egzamin. Zorganizowałam, przygotowałam, sprzedałam i poprowadziłam cztery warsztaty dla rodziców. Na to wszystko nałożyło się coroczne czerwcowe urwanie głowy: w sumie pięć imprez w przedszkolach dzieci, impreza urodzinowa Dużego i trzy inne, występy taneczne, egzaminy z judo, zebrania informacyjne w placówkach, planowanie wyjazdów wakacyjnych. Nie wiem, jak to przetrwałam, zważywszy, że bardzo dużo energii kosztowało mnie wspieranie Dużego w jego trudnych emocjach związanych z zakończeniem edukacji przedszkolnej. Przez kilka dni było tak źle, jak ponad rok temu… Na szczęście to już za nami, ale okupiliśmy to dużym napięciem.
Teraz mówię „pas” stale wysokiemu napięciu.
Chcę być prawdziwym self-regowcem, a nie – zasuwać jak cyborg na kilkunastu frontach, jak to mam w zwyczaju. Na czas wakacji planuję prawdziwą regenerację, czas z dziećmi i… pisanie, które też mnie regeneruje. Będę tu z Wami częściej i wrócę do źródeł tego bloga: zacznę pisać książkę „DyleMatki”. Marzenia się nie spełniają – marzenia się spełnia. Bądźcie ze mną!
utworzone przez DyleMatka | maj 25, 2018 | Self-Reg
Dziś miałam napad self-regowej weny twórczej, której efekty przedstawiam Wam poniżej.
Wkrótce skończę kurs Self-Reg drugiego stopnia, który pozwoli mi współprowadzić (facylitować) szkolenia MEHRIT Centre. W module 21 omawiamy wiersz Rudyarda Kiplinga „If” w kontekście rozróżnienia między samokontrolą a samoregulacją. Kiedy go czytałam, poczułam dreszcz, ponieważ ten wiersz, opiewający samokontrolę, przepisałam do mojego dziennika w dniu moich osiemnastych urodzin. Potraktowałam go jako motto, które będzie mi przyświecało w dorosłym życiu. Dyskutując na temat wiersza, Stuart Shanker i jego prawa ręka, Susan Hopkins rzucili lekko, że należałoby stworzyć jego self-regową wersję. I to też postanowiłam zrobić. Poniżej zamieściłam oryginalną i moją własną wersję utworu.
„If” by Rudyard Kipling
If you can keep your head when all about you
Are losing theirs and blaming it on you,
If you can trust yourself when all men doubt you,
But make allowance for their doubting too;
If you can wait and not be tired by waiting,
Or being lied about, don’t deal in lies,
Or being hated, don’t give way to hating,
And yet don’t look too good, nor talk too wise:
If you can dream—and not make dreams your master;
If you can think—and not make thoughts your aim;
If you can meet with Triumph and Disaster
And treat those two impostors just the same;
If you can bear to hear the truth you’ve spoken
Twisted by knaves to make a trap for fools,
Or watch the things you gave your life to, broken,
And stoop and build ’em up with worn-out tools:
If you can make one heap of all your winnings
And risk it on one turn of pitch-and-toss,
And lose, and start again at your beginnings
And never breathe a word about your loss;
If you can force your heart and nerve and sinew
To serve your turn long after they are gone,
And so hold on when there is nothing in you
Except the Will which says to them: ‘Hold on!’
If you can talk with crowds and keep your virtue,
Or walk with Kings—nor lose the common touch,
If neither foes nor loving friends can hurt you,
If all men count with you, but none too much;
If you can fill the unforgiving minute
With sixty seconds’ worth of distance run,
Yours is the Earth and everything that’s in it,
And—which is more—you’ll be a Man, my son!
„If” by DyleMatka
If you can keep your blue brain when all about you
Are throwing limbic utterances and blaming it on you,
If you can trust your soft eyes when all people doubt you,
But make allowance for their mindset too;
If you can wait – or reframe your own urges
Or being lied to, see the stress behind the lies
Or being told “I hate you” – hear “I need you” that resurges
And yet don’t act as though you are so wise.
If you can feel – and regulate your emotions;
If you can think – and know that it’s just thoughts;
If you can meet with rising tension oceans
And look at Thayer, and drop all “shoulds” and “oughts”.
If you can hear the Self-Reg word you’ve spoken
Twisted by those who are in the red brain
So as to make you look too soft and broken
And yet be gentle, and reframe once again.
If you can risk and not listen to others
Who say you lack grit and self-discipline;
If you reduce your stress and that of all your brothers
So you can thrive, not cope, and aim at a win-win.
If you can feel you heart and nerve and sinew
Get weaker, and you don’t push them through,
But take a break instead, do what is in you
And when restored, do what you have to do.
If you can talk with crowds, yet hear your inner voice
Or walk with Kings, yet follow your own path;
If you read social cues and make a conscious choice
Whether to go see friends or take a bubble bath.
If you can make a pause and practice mindful breathing
Instead of always being on the run;
You make the Earth a better place for living.
Calm and alert, you do Self-Reg, my son!
Zdjęcie wykorzystane w tym wpisie: „Mother and Son” (CC BY-ND 2.0) by Shanon Wise